Archiwum 28 listopada 2008


lis 28 2008 jolp
Komentarze: 0

Matt przymknął oczy, czekając na ruch smoka, ale ten nie następował. Nie wiedział o co chodzi, jednak wyczuwał, że ta paskudna gadzina – mimo wpływu wody – jest zadowolona z siebie. Zirytowany jej zachowaniem uniósł powieki i odwracając głowę spojrzał na Vandriusa, który z kolei kierował swój wzrok na niego. Zauważył, że źrenice blondyna dalej są pionowe jak u jaszczurki. Przekrzywiając głowę jeszcze bardziej, przyjrzał się im dokładniej. Były one w pewien sposób niesamowite. Trochę przerażające, ale intrygujące.

- Co cię tak zainteresowało?

Zapytał się mężczyzna, zbliżając się do niego tak blisko, że ich nosy prawie się stykały. Nastolatek drgnął nerwowo, ale się nie odsunął. Zdziwił się, że taka bliskość już mu nie przeszkadza. Nawet czuje się spokojniej, gdy on jest niedaleko.

- Czy jak będziesz mnie leczyć, to opowiesz mi dokładniej o sobie, więzi, która nas niby połączyła i o tym jak się tu znalazłeś?

- Tak, ale stawiam ci pewien warunek – położył swoje dłonie na jego biodrach, masując kciukami jego ciało.

- Jaki to warunek? – nie przyjmował jego dotyku już tak intensywnie. Teraz był to dotyk, który przynosi spokój i rozluźnienie.

- Że później mi pomożesz – przesunął ręce wyżej, dotykając samymi opuszkami palców jego żeber, co spowodowało u osiemnastolatka lekkie wyprężenie się – jak kociak, którego drapie się po grzbiecie.

- Pomoc? Przecież jestem tylko człowiekiem. W czym niby miałbym pomóc smokowi? – odsunął się, gdy poczuł jak wędrówka dłoni Vandriusa przeniosła się na jego plecy.

- Wierz mi, nie jesteś już tylko człowiekiem. Jesteś już teraz kimś o wiele więcej. Dla mnie i nie tylko. Już nie jesteś taki jak inni, chociaż oni mogą tego nie dostrzegać. Pomożesz mi zatem?– zaczął masować jego barki.

- Mówisz „pomóc”, ale w czym? Wciąż mi tego nie powiedziałeś.

- To niezbyt ważne. Chcę po prostu wiedzieć, czy mi pomożesz? – dotknął swoimi wargami jego karku.

- Czy nie uważasz, że to trochę nie sprawiedliwe? Wymagasz ode mnie, żebym ci pomógł, a sam nie chcesz powiedzieć, na czym to będzie polegać.

Ułożył ręce na udach smoka, które były po obu jego stronach. Musnął palcami jego miękką skórę po zewnętrznej stronie. Gdy to zrobił, poczuł, że blondyn drgnął. Cieleśnie jak i w swoim umyśle. Uśmiechnął się. Teraz to on spowodował, że mężczyzna zareagował tak gwałtownie na dotyk. To nie Vandrius spowodował u niego taką reakcję, tylko on u niego.

- Pytasz, czy to sprawiedliwe, a sam mnie męczysz, gdy ja jestem osłabiony.

Przytulił się do jego pleców, łaskocząc go swoim prawdziwie gorącym oddechem po szyi i za uchem. Słysząc to Matt zarumienił się i zdając sobie sprawę, że może i woda osłabiła smoka, i zmniejszyła wpływ zaklęcia, to jednak ono pozostaje. Chciał zabrać swoje ręce, ale gdy zaczął je unosić, powstrzymał go żelazny chwyt mężczyzny na nadgarstkach. I tu mógł się także przekonać, że mimo osłabienia to jednak jest on o wiele silniejszy niż ktokolwiek, kogo spotkał w swoim życiu. Zapewne nawet w tym stanie mógłby pokonać najsilniejszego człowieka na Ziemi.

- Zostaw. One mi nie przeszkadzają – ułożył dłonie nastolatka, na ich poprzednie miejsce – Uważam, że to fair. Żądasz ode mnie, żebym ci powiedział tak dużo o smokach, a ta wiedza nie jest dla uszu śmiertelników, że mógłbyś zgodzić się na warunek, który ci postawiłem bez żadnych wyjaśnień – mówił muskając swoimi ustami jego płatek ucha, na koniec go podgryzając.

- Hmmm – mruknął Matt, poddając mu się całkowicie – Jeśli się zgodzę, to powiesz mi wszystko, bez żadnych matactw i niedomówień? – zapytał, gładząc jego uda.

- Tak. Wystarczy, że się zgodzisz bez sprzeciwu o to, o co cię poproszę – zaczął całować jego kark, zostawiając na nim małe malinki, które będzie mógł dostrzec tylko ten, kto stanie bardzo blisko chłopaka. Tak jakby oznaczał, że Matt już jest zajęty przez kogoś innego.

- Zgadzam się.

- Dobry wybór – szepnął tuż przy jego skórze, a osiemnastolatek poczuł to jak muśniecie myśli smoka w swoim umyśle. Nie wiedział, czy w końcu on powiedział, czy tylko o tym pomyślał – Ułóż się wygodnie – pociągnął go tak, że plecy chłopaka oparły się o jego klatkę piersiową. Swoje dłonie zaś zaplótł na jego brzuchu, dla nastolatka odrobinę za blisko jego przyrodzenia. Jednak postanowił nic nie mówić, bo zapewnie Vandrius znów zmieniłby temat i zrobił jakąś nieprzyzwoitą aluzję – Będzie ci tak wygodniej. Teraz, gdy jesteśmy w wodzie, zaklęcie jest osłaniane – dotknął śladu, które zostawiły jego zęby na ciele nastolatka – Nie musze cię już doprowadzać do spełnienia, ale uwierz mi. Byłeś słodki, gdy jęczałeś pod wpływem mego dotyku – na policzkach chłopaka pojawiły się rumieńce na wspomnienie tego, jak się przy nim zachowywał – Na razie wystarczy tylko to, że będę cię dotykał. Że nasze ciała będą blisko. Dlatego rozluźnij się. Przymknij oczy i ciesz się tym, a jednocześnie dokładnie mnie słuchaj – mówił spokojnym głosem, dotykając swojego towarzysza.

- Dobrze, ale nie sądź, że zawsze będę taki uległy – ułożył się wygodnie, przymykając oczy. Starał się skupić na tym, co ma mu powiedzieć smok, a nie na jego dłoniach, które sunęły po jego nogach. W pewnym sensie nawet mu się to udało.

- Jak ci już mówiłem, jestem Vandrius de Finell, z rodu Złotych Smoków. Jest to najważniejszy ród wśród smoków. Po nas są Srebrne Smoki, Czarne, Białe, Czerwone i Błękitne. Reszta to mieszańcy i muszą być posłuszne przedstawicielowi każdego z tych rodów. Inne smoki służą nam, ale my nie służymy nikomu. Czarne podlegają Srebrnym i nam, ale już nikomu innemu. Rozumiesz, na czym to polega? – wziął odrobinę mydła w swoje dłonie i zaczął bawić się palcami człowieka.

- Tak. Na razie jest wszystko jasne. Mniej ważne rody podlegają tym wyższym – zaplótł swoje dłonie z jego.

- Dobrze. Pochodzę z krainy, którą zwą La O’crima. Jest to miejsce, gdzie każdy smok może znaleźć dla siebie kąt. Często też przejmujemy do siebie inne istoty.

- Inne istoty? – zapytał Matt, obserwując spod pół opuszczonych powiek ręce smoka, które tym razem przesuwały się po jego torsie. Było mu błogo.

- Tak inne istoty. Oprócz smoków, tam gdzie żyją, są też inne stworzenia, które u was występują tylko w filmach i książkach. Anioły, demony, lampie, driady, syreny, wodniki, wampiry, wilkołaki, demony. Jest u nas tego mnóstwo, ale ludzie też tam żyją. Tylko, że są mniejszością. Przybywają na nasze ziemie jako napastnicy, którzy zostają szybko zmiażdżeni i staja się poddanymi. Lecz pewna cześć grupy ludzi przybyła do La O’crima jako towarzysze. Nie tylko smoków. Szczerze mówiąc, jesteś jednym z nielicznych, który jest partnerem smoka i to w dodatku złotego.

- Wciąż nie uważam cię za partnera – odparł, ale po chwili poczuł w swoim umyśle ból Vandriusa, spowodowany jego słowami. Odchylił głowę i spojrzał w jego oczy – Jesteś dziwny. Czasami mam wrażenie, że jesteś dzieckiem – dotknął jego ust – Niebezpiecznym dzieckiem, które mogłoby mnie zabić w każdej chwili – przesunął opuszkami palców po jego miękkich wargach.

- Mogę cię zapewnić, że nigdy bym cię nie zabił – schwytał jego dłoń i ucałował każdy jego palec.

- Możesz kontynuować? – zapytał, zabierają rękę i układając się tak samo jak wcześniej.

- Tak. O krainie, z której pochodzę, nie mam już nic do powiedzenia. Żeby ocenić jej piękno trzeba do niej samemu przybyć. Mogę ci tylko teraz opowiedzieć o tym, jak smoki wybierają sobie partnerów.

- To właśnie chce usłyszeć. Musze zrozumieć co nas połączyło – pokręcił się i ułożył bokiem, przytulając swój policzek do jego torsu. Smok, korzystając z tego, zaczął się bawić jego włosami.

- Smoki dobierają się w dziwny sposób. U nas to nie samiec jest większy i silniejszy, tyko samica. Szanujemy je bardzo, bo to one sprawiają swoją miłością, że rodzą się następne pokolenia smoków. To jest wielkie szczęście, gdy na świat przychodzi następny członek rodziny. To także one decydują o tym, jakiego partnera sobie wybiorą. I tu też jest to trochę nietypowe. Wybierają sobie partnera poprzez jego… zaatakowanie i zranienie.

- Zranienie? – spojrzał na jego ramię, gdzie powinien być ślad po ciosie, jaki mu zadał.

- Właśnie. Można uznać, że zachowałeś się jak prawdziwa smocza samica. Zraniłeś swego partnera do krwi i zostaliśmy połączeni. Twe ręce zostały zaznaczone przez moją krew, która przez nie dotarła do twojego umysłu. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dotrzeć do twojej duszy i serca.

- Możesz mi powiedzieć, na czym dokładnie polega nasze połączenie? – zmienił szybko temat. Nie chciał zaprzeczyć, nie chciał go ponownie zranić. Nie wiedział, czemu jego stosunek do smoka tak szybko się zmienił. Zapewne miało to związek z ciepłą wodą, która ich otaczała.

- Przez nasze połączenie możemy czuć nawzajem swoje emocje, a nawet czytać w swoich myślach.

- Chyba nie robisz tego w tej chwili?! – spojrzał na niego spłoszony.

- Spokojnie. Wiem, co to prywatność. Możesz być spokojni, ale powinieneś ćwiczyć tą umiejętność, bo teraz twój umysł jest otwarty dla wszystkich. Powinieneś nauczyć się go zamykać, ale tym zajmiemy się później. Wracając do tego, co jeszcze zyskałeś – uśmiechnął się lekko – Stałeś się o wiele silniejszy, twoje zmysły wyostrzone i możesz odczuwać wszystko o wiele bardziej, niż inni ludzie. To chyba na tyle. Jak już odpowiedziałem na wszystkie twoje pytania, to teraz zajmiemy się moją sprawą.

Nim Matt zdążył zareagować, poczuł, jak zęby smoka zatapiają się w jego ramieniu. Przez jego ciało przeszedł strumień bólu. Jego usta uchyliły się do krzyku, ale żaden dźwięk nie wydobył się z nich. Zemdlał.

palony : :